Profilaktyka znużenia za kierownicą

Przejdźmy jednak od rozważań teoretycznych do profilaktyki. Obok propagandy grozy, mającej oddziałać na wyobraźnię znużonych kierowców, zaczyna się w świecie stosować elektroniczne urządzenia sygnalizujące niebezpieczny stan osłabionej sprawności psychofizycznej. Zetknąłem się w literaturze z opisem dwóch tego rodzaju urządzeń. Pierwsze wykorzystało wynikające z doświadczeń ustalenia, że kierowca wypoczęty koryguje drobnymi ruchami kierownicy kierunek jazdy na wprost mniej więcej od 30 do 40 razy na minutę. Kierowca zmęczony wykonuje takich ruchów w przybliżeniu dwa razy mniej. Wystarcza więc tylko uruchomić odpowiedni czujnik, aby zmniejszoną liczbę ruchów kierownicy zarejestrować i uruchomić sygnalizację optyczną bądź akustyczną. Rozwiązanie konstrukcyjne drugiego urządzenia opiera się na spostrzeżeniu, że wraz ze wzrostem stopnia zmęczenia kierowcy następuje rozluźnienie kontaktu jego rąk z kołem kierownicy; trzyma się ją coraz słabiej. Czujniki instaluje się więc również przy kierownicy. Odczytują one stopień nacisku ręki i uruchamiają sygnał alarmowy, gdy nacisk ten maleje.

Wszystko to stanowi swoiste wotum nieufności dla kierowcy. Przede wszystkim dla jego rozwagi, ale nie tylko. Gdyby przyjąć, że każde znużenie, nawet subiektywnie odbierane jako zupełnie nieznaczne, powinno doprowadzić do przerwania jazdy, to pobocza szos byłyby pełne stojących samochodów. Ponieważ wy-ważenie granicy między znużeniem rzeczywiście niebezpiecznym a jeszcze niegroźnym jest bardzo trudne — chodzi tu o subiektywne odczucie kierowcy — przeto słuszne jest udzielanie mu pomocy przez odpowiednio zaprojektowane urządzenia alarmowe. Warto, aby u nas również o tym zaczęto myśleć.

W licznych popularnych opracowaniach omawianego tematu przeznaczonych dla kierowców opisuje się wszystkie symptomy zjawiska znużenia, jak również mniej lub bardziej radykalne doraźne środki zaradcze. Pewne niebanalne uwagi znalazłem w cytowanej już książce Wiktora Iwanowa. Powiada on na przykład, że jednym ze środków zapobiegających stanom znużenia jest żucie i że potwierdzają to liczne doświadczenia psychologów oraz fizjologów. Autor zaleca również przenoszenie wzroku co 2 sekundy na inny punkt, oczywiście przy zachowaniu pełnej obserwacji drogi. Doradza wywołanie przewiewu, słuchanie radia, rozmowę z pasażerem, a nawet z sobą samym, jeżeli nikogo więcej w samochodzie nie ma. Podobne rady dają inni autorzy książek z zakresu bezpieczeństwa ruchu, przy czym wszyscy zgodnie zalecają 12-20- -minutowy sen jako ostateczność.

Otóż chciałbym zwrócić uwagę na istotną niekonsekwencję takiego doradztwa. Wszelkie rady, jak zmniejszyć zmęczenie, zakładają, że kierowca zdaje sobie sprawę ze swego stanu. Tak jest rzeczywiście, gdy jego sprawność psychiczna jest zmniejszona w sposób widoczny. Ale czy można w takim właśnie stanie prowadzić samochód, choćby żując, słuchając głośnej muzyki z radia czy śpiewając? Prawnik odpowie: nie można. Nie mamy bowiem żadnej pewności, czy przyjęty sposób przeciwdziałania znużeniu okaże się skuteczny. A jeśli okaże się nieskuteczny i kie-rowca mimo przeciągów, grającego radia i innych prób profilaktyki zaśnie? Cóż, powiemy, że stosował półśrodki, podczas gdy przepisy zobowiązywały go do rozwiązań radykalnych, a więc do zatrzymania samochodu.

Wszystkie rady, o których wspomniałem, dobre są dla kierowców, którzy jeszcze nie czują się znużeni, natomiast dla zmęczonych chyba nie najlepsze i trochę poniewczasie. Z drugiej strony trudno namawiać kierowcę nie odczuwającego znużenia do jazdy w przeciągu. Zresztą można, ale kto usłucha? W ten sposób koło się zamyka. Nie znużeni nie zapobiegają mu, a znużonym zdarza się zapobiegać, ale zbyt późno.

Wyobraźmy sobie, że kierowca, który zasnął za kierownicą, po czym spowodował groźny wypadek, powie przesłuchującemu go prokuratorowi: „Gdy odczułem zmęczenie, ściśle zastosowałem się do wskazówek psychologów. Zatrzymałem samochód, zrobiłem kilkanaście przysiadów, rozluźniłem mięśnie, po czym kontynuowałem jazdę, planując przerwy co kilka minut. Właśnie między pierwszą a drugą z planowanych przerw… zasnąłem”. Myślę, że będzie to klasyczne wyjaśnienie, które posłuży następnie do zbudowania przekonującej konstrukcji oskarżenia. Świadomość zmęczenia może być przecież argumentem, że zaśnięcie nie nastąpiło nagle i bez sygnałów świadczących o zmęczeniu. Problem nie jest więc ani prosty, ani jednoznaczny, i to zarówno z punktu widzenia prawa karnego, jak i psychologii.

Występuje tu również nader częsty konflikt między interesem bezpieczeństwa ruchu a interesem transportu, który wynika z całokształtu zadań przewozowych. Kierowcy pracują dłużej niż 8 godzin dziennie, często znacznie dłużej. Nierzadko bywają zmęczeni już w chwili rozpoczęcia pracy; przecież towary muszą być terminowo dostarczone odbiorcy. Decyzja: kontynuować czy przerwać jazdę pozostawiona jest kierowcy. Ma on zawsze prawo zjechać na parking lub pobocze i zasnąć. Tylko że na decyzję tę wpływa wiele czynników, nie zawsze w pełni zgodnych z za-sadami bezpiecznej jazdy.

Podobne wpisy