Stosunek organów ścigania do sprawców wypadków

Zwracam na to uwagę, ponieważ formalny stosunek organów ścigania do sprawców wypadków będących konsekwencją zaśnięcia za kierownicą może okazać się dla podejrzanych czy oskarżonych krzywdzący. Każdą tego rodzaju sprawę należy oceniać indywidualnie. Uważam, że trzeba być długoletnim kierowcą, żeby zdać sobie sprawę, iż groźne znużenie może na-prawdę pojawić się nieoczekiwanie i nagle. Po prostu do pewnej chwili uważamy, że jeszcze wszystko jest w porządku, po czym… zasypiamy.

Rozważmy problem, czy kierowca, który spowodował wypadek w wyniku zmęczenia, może skutecznie eksponować swą niepełną sprawność psychofizyczną jako okoliczność łagodzącą bądź w ogóle wyłączającą winę. Otóż w orzecznictwie Sądu Najwyższego przez wiele lat dominował pogląd, że znużenie nie stanowi dla kierowcy powodującego wypadek okoliczności łagodzącej, a nawet wręcz przeciwnie. Warto przytoczyć fragment wyroku bardzo charakterystyczny dla takiego właśnie poglądu. Sąd wypowiedział w nim następującą tezę: „Prowadzenie pojazdu mechanicznego przez kierowcę niesprawnego fizycznie lub niedysponowanego psychicznie jest dla bezpieczeństwa ruchu nie mniej niebezpieczne niż prowadzenie takiego pojazdu przez kierowcę nietrzeźwego”.

Sens przedstawionej tezy sprowadza się do tego, że kierowcy zmęczonemu, czyli nie w pełni sprawnemu, nie wolno prowadzić pojazdu, a jeśli czyni to ze świadomością swego zmęczenia, to postępuje lekkomyślnie’ i powinien za to odpowiadać. W innym wyroku Sąd Najwyższy stwierdził, że: „Wina oskarżonego polega nie na tym, że zasnął podczas jazdy, nie mogąc oprzeć się napadowi senności, lecz na tym, że prowadził samochód nocą w stanie silnego przemęczenia, wiedząc, że w tej niekorzystnej. Sądy nie były skłonne traktować zmęczenia za kierownicą jako faktu przemawiającego za kierowcą. Mówiło się: jesteś zmęczony — to nie jedź.

Omawiany problem nie jest ani prosty, ani jednoznaczny. Zgodnie z przepisami kierowca zawodowy powinien w ciągu doby odpoczywać co najmniej 10 godzin, może więc prowadzić samochód przez 14 godzin, a zdarza się to wcale nierzadko. Zapewne w związku z tym, że zwiększają się potrzeby trans-portowe, a i liczba czynników wywołujących zmęczenie też wzrasta, wytyczne Sądu Najwyższego w sprawach o wypadki drogowe obowiązujące od 1975 roku nieco łagodzą politykę karną. Tak właśnie można interpretować następujące sformułowanie: „Kierowca pojazdu mechanicznego w zasadzie nie może skutecznie powoływać się na przemęczenie jako na okoliczność łagodzącą”.  Chciałbym zwrócić uwagę na określenie „w zasadzie”, z którego wynika, iż w określonych indywidualnych przypadkach zmęczenie może jednak łagodzić winę kierowcy.

Formalne podejście do sprawy zawsze budzi sprzeciw. Nie sposób zamykać oczu na fakt, że niejeden kierowca zostaje w pewnym sensie postawiony w sytuacji przymusowej, podyktowanej ważnymi potrzebami zatrudniającego go przedsiębiorstwa; wcale nierzadko wymaga się od kierowcy kilkunastogodzinnej pracy na dobę, nawet jeżeli odczuwa on zmęczenie. Wprawdzie człowiek znużony nie powinien prowadzić samochodu, ale życie obfituje w tak różne sytuacje, że niekiedy zmęczenie może jednak winę kierowcy złagodzić. ,

Uchwała pełnego składu Sądu Najwyższego z dnia 28 lutego 1975 roku daje nawet przykład jednej z takich sytuacji (teza 37): „Współczesne wymagania w zakresie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym wymagają od każdego z jego uczestników pełnej sprawności fizycznej i psychicznej. Jeżeli kierowca pojazdu mechanicznego świadom swego przemęczenia podejmuje jazdę, to w razie spowodowania wypadku przemęczenie nie może stanowić okoliczności łagodzącej. W wyjątkowej sytuacji, gdy kierowca mimo przemęczenia podejmuje jazdę, np. w celu realizacji nagłego zadania o wyjątkowej wadze, i to przemęczenie stanie się jedną z istotnych przyczyn wypadku, okoliczność ta może być poczytana na korzyść sprawcy (…]”.

Musi być to jednak sytuacja rzeczywiście wyjątkowa. Walenty Moszyński i Jan Polony wspominają o wyroku skazującym kierowcę PKS Wojciecha D. („Studia kryminologiczne, kryminalistyczne i penitencjarne” PWN 1977) za spowodowanie wypadku. Sąd wprawdzie uznał, że podstawową przyczyną zdarzenia było zmęczenie kierowcy, nie poczytał mu jednak owego stanu za okoliczność łagodzącą. A fakty przedstawiały się następująco. Wojciech D. (lat 43), prowadząc po zmroku autobus PKS i jadąc powoli, zaczął łagodnie skręcać ze środka jezdni w kierunku lewego pobocza, po czym zjechał z jezdni. Autobus zatrzymał się na skarpie. Skutkiem opisanego manewru było najechanie na idącego poboczem pieszego, który poniósł śmierć na miejscu. W toku śledztwa okazało się, że Wojciech D. pracował w przeddzień wypadku 17 godzin, a w dniu wypadku, do chwili owego tragicznego wydarzenia, 18 godzin. Sąd przyjął do wiadomości, że podjęcie przez oskarżonego jazdy mimo zmęczenia było wynikiem swoiście pojętej dyscypliny, polegającej na wykonaniu polecenia dyspozytora. Polecenia oczywiście sprzecznego z postanowieniami dotyczącymi czasu pracy w transporcie zorganizowanym, które przewidują, że może on wynosić dla kierowców do 10 godzin na dobę, przy czym nieprzerwany czas wolny od wszelkich obowiązków przewidziany na wypoczynek nie może być krótszy niż 10 godzin w każdej dobie. Sąd stanął na stanowisku, że podporządkowanie się przez kierowcę bezprawnym poleceniom przełożonych i stworzenie w ten sposób zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu nie może być poczytane na korzyść sprawcy wypadku drogowego.

Siedzę dość systematycznie orzecznictwo sądowe w podobnych sprawach. Cytowany wyrok odpowiada istniejącemu kierunkowi polityki karnej.

Podobne wpisy