Wymagania bezpiecznej jazdy

W zakresie wymagań bezpiecznej jazdy fetyszyzujemy poślizgi, blokowanie kół i nieumiejętność odblokowania ich przed przeszkodą, aby w ostatniej chwili móc ją ominąć. Uważamy, że wszystko dzieje się poza świadomością kierowcy, niejako odruchowo, i nie sposób wymagać, aby w obliczu sytuacji konfliktowej nawet stary wyga postąpił tak, jak należy. Jeżeli tylko sytuacji tej nie zawinił, wszystko mu się wybacza.

A można by postawić sprawę w sposób następujący, nie umiesz, nie jedź. Myślę tu o umiejętności wyboru optymalnego rozwiązania w sytuacji niecodziennej i z tych czy innych powodów groźnej. Prowadzenia samochodu po prostej równej drodze, na której nie ma żadnej przeszkody, można nauczyć się w ciągu godziny, powiedzmy — dwóch godzin, a przecież kursy trwają dłużej.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Można bez obawy o błąd stwierdzić, że stosowana technika szkolenia kierowców nie daje żadnych umiejętności ratowania się w trudnych sytuacjach. Jeżeli kierowca nie został tego nauczony, to luka w jego przygotowaniu pozostaje na bardzo długo. Gdy niefortunnym zbiegiem oko-liczności kierowca znajdzie się w opałach, potrafi już tylko jedno: naciskać hamulec, i to z całej siły, do oporu, jak to mówią — „do dechy”. Na wszystko inne brakuje mu rąk, nóg, a przede wszystkim głowy.

Czy można takiego nie douczonego kierowcę karać za to, że w sytuacji naprawdę groźnej z kilku rozwiązań wybiera wprawdzie najprostsze, ale i najgorsze? Cóż, chyba rzeczywiście nie można, a liberalizm ocen jest prostą konsekwencją faktu, że wszyscy umiemy dobrze jeździć, ale po prostej drodze.

A przecież bardzo wielu wypadków można byłoby uniknąć, nawet dosłownie w ostatniej chwili, gdyby wreszcie zmieniono konwencjonalny system szkoleniowych jazd, podczas których zwraca się uwagę, by kursant ruszał z I biegu, włączał kierunkowskaz i wyprzedzał z lewej, a nie z prawej strony. Czasem obserwuje się w ruchu miejskim znudzonych instruktorów jazdy. Myślę, że i oni chcieliby nauczyć swych podopiecznych czegoś więcej niż prawidłowego dojeżdżania do krawężnika bez ocierania felg. Chyba że sami niewiele więcej umieją… W czasie jazdy każdy kierujący pojazdem wykonuje wiele manewrów, które wymagają — dla zachowania bezpieczeństwa — obserwacji drogi w lusterku wstecznym. Otóż psychologowie komunikacji powiadają, że niedoświadczeni kierowcy, co zabrzmi zapewne jak paradoks, zaniedbują takich obserwacji. Zdarza im się nawet zmieniać pas ruchu czy przystępować do wyprzedzania bez upewnienia się, właśnie przez obserwację drogi w lusterku wstecznym, czy zamierzony przez nich manewr jest bezpieczny. Dlaczego niedoświadczeni nie patrzą w lusterko?

Janina Karney w jednej z prac wydanych przez Komitet Nauk Psychologicznych Polskiej Akademii Nauk stwierdza, że wytłumaczenia tego zjawiska należy szukać w nadmiernym obciążeniu układu nerwowego prostymi czynnościami sensomotorycznymi. Są one związane z uruchamianiem pojazdu i manipulowaniem jego urządzeniami w pierwszym, początkowym okresie opanowywania umiejętności prowadzenia samochodu. Czynności te u dobrego kierowcy są całkowicie zautomatyzowane. Kierowca początkujący natomiast poświęca im znaczny procent swej uwagi. Jest tak zaabsorbowany obsługą urządzeń sterowniczych i panowaniem nad ruchem samochodu, że mimo woli rezygnuje z czynności zabezpieczających, takich jak obserwacja drogi w lusterku wstecznym, i wykonuje manewry bez upewnienia się o bezpieczeństwie swego działania. Rzecz w tym, że im lepiej kierowca prowadzi samochód, im bardziej staje się doświadczony, tym więcej uwagi poświęca czynnościom z zakresu orientacji. Kierowca sprawny rozwiązuje więc sprawniej różne sytuacje drogowe, a proste czynności wykonuje w sposób automatyczny.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na kwestię, której — jak się wydaje — psychologowie ruchu nie poświęcają należytej uwagi. Mówiliśmy o kierowcach zielonych i niedoświadczonych, spróbujmy teraz powiedzieć parę słów o pewnej grupie pozornie najbardziej sprawnej, rekrutującej się z ludzi, którzy jeżdżą od bardzo wielu lat. Doświadczonych kierowców w czasie jazdy nie absorbują już ani proste czynności manipulacyjne, ani sytuacje drogowe, chyba że groźne. Kierowcy ci czują się dzięki swej rutynie tak dalece bezpieczni, że prowadzą samochody zaabsorbowani różnymi własnymi sprawami. Czasami do tego stopnia, że psychicznie jakby wyłączają się z ruchu. Niekiedy trzeba silnego bodźca sytuacyjnego, aby takiego kierowcę wyprowadzić ze swoistego letargu. Tego typu kierowcy także nie patrzą w lusterko wsteczne, ale wcale nie dlatego, że absorbują ich proste czynności. Mechanizm owej nieostrożności jest zupełnie inny. Po części wynika to z lenistwa, a po części z wiary, że po-trafiło się już zautomatyzować wszystkie czynności, zarówno manipulacyjne, jak i związane z postrzeganiem i analizowaniem sytuacji drogowej.

Twierdzę, że w lusterko wsteczne nie patrzą bardzo niedoświadczeni, ale czasem również i bardzo doświadczeni kierowcy, przy czym jedni i drudzy mogą być z tego powodu niebezpieczni. Niektórzy kierowcy uważają, że przejechanie kilkudziesięciu tysięcy kilometrów jest równoznaczne ze znakomitą umiejętnością jazdy. Zapewne mieliby rację. gdyby przyjąć, że umiejętność jazdy to jedna sprawa, a umiejętność prawidłowego reagowania w rzeczywiście trudnych i autentycznie groźnych sytuacjach — druga.

Podobne wpisy